Całkowicie spontaniczny i zupełnie nieplanowany wyjazd w Pieniny.

wtorek, 13 września 2016
data:post.title

Zastanawiałam się nad fenomenem gór i nad ogólnym magnetyzmem pofałdowanego krajobrazu i co sprawia, że nieustannie ciągnie mnie w te rejony. W górach czuję się zawsze dobrze i mam wrażenie, jakby tam był mój drugi tymczasowy dom. Moja wędrownicza natura wpadła ostatnio na pomysł, by zrobić sobie prezent urodzinowo-rocznicowy w postaci wyjazdu tylko we dwoje w góry. Małżonek pozostawił mi planowanie co i gdzie, warunek jeden, tylko nie Zakopane. Wybór padł więc na Szczawnicę. Ze względu na bliskość do szlaków,  nie korzystaliśmy w ogóle z samochodu.... ale zanim to nastąpiło czekała nas dwunastogodzinna podróż wzdłuż wschodniej ściany Polski. Celowo wybraliśmy dłuższą opcję, by podziwiać coś więcej niż ekrany dźwiękoszczelne na autostradach. Jedno jest pewne po przejechaniu pięciu województw, (nie powiem nic odkrywczego)  Polska jest piękna!


Czas mieliśmy głównie spędzać na rowerach, ale udało nam się również obejrzeć co nieco z buta. Pierwszego dnia na rowerach odwiedziliśmy Czerwony Klasztor po Słowackiej stronie i mogliśmy podziwiać jeden dwóch  najsłynniejszych widoków w Pieninach - Trzy Korony. Wracaliśmy już w całkowitych ciemnościach sunąc wraz z Dunajcem i ścigając się z nietoperzami:) Przepraszam za jakość zdjęcia, ale już było prawie ciemno.



Drugiego dnia z samego rana wjechaliśmy na Palenicę i skierowaliśmy się szlakiem niebieskim w kierunku schroniska pod Durbaszką.





Szlak szczególnie przy Wiktuli i Łaźnych Skałach mało rowerowy, ale gdy pokona się ten moment, potem czeka nas prawdziwa uczta dla oczu i duszy w postaci pięknej przeprawy grzbietem Małych Pienin. Wzrok sięga aż pod samiuśkie Tatry. My kierujemy się do schroniska pod Durbaszką, tam rozkoszujemy się smakiem prawdziwych pierogów z jagodami i patrzymy przed siebie:)))


Posiliwszy się zbieramy się do tego na co czekaliśmy, czyli zjazdu.



Po drodze spotkałam mam nadzieję przyszły sweterek lub skarpetki (nie gulasz lub steki), stadko  odpoczywało sobie w ten upalny dzień:)



Tego samego dnia wyruszyliśmy jeszcze na Sokolicę. Aby tam dotrzeć ze Szczawnicy trzeba przeprawić się przez Dunajec.



Podejście zaczęliśmy o 16:10, 17:45 mieliśmy być już na dole, bo wtedy odpływa ostatni kurs na drugą stronę. Żeby nie trzymać Was w niepewności, napiszę tylko, że zdążyliśmy:))) Podejście nie jest długie, ale dość męczące:))









Tuż przed szczytem ktoś postawił ławeczkę dla strudzonego wędrowca, skorzystałam z niej krótką chwilkę.


I pora iść dalej, jeżeli mamy zdążyć na "prom" , czy ktoś zauważył mój stylowy tatuaż? Zaletą jest jego zmywalność, chociaż trudna, ale pojawia się wyjątkowo często na mojej prawej łydce:))


Osiągamy punkt kulminacyjny, widok z tych zapierających dech w piersiach, na szczycie jesteśmy sami:)))


I rozkoszujemy się tą samotnością i przestrzenią wokół. 









Następnym razem Sokolicę będziemy zdobywać przy wschodzie słońca:) Kij wszedł ze mną na szczyt:))



Na promie siedzieliśmy równo za kwadrans osiemnasta. Swoje drogi skierowaliśmy ku Schronisku Orlica. Dość strome podejście zniechęca rzesze ludzi do zajrzenia w to miejsce, a powiadam Wam, że warto dokonać tego trudu.



 Teraz mam pytanie do wszystkich, którzy wędrują trochę po górach, czy też macie obsesję na punkcie górskich schronisk? Ja wręcz tak ustalam trasy, aby zawsze do jakiegoś zajść, wypić herbaty, zjeść, posiedzieć trochę i poczuć tą wyjątkową atmosferę. Schronisko Orlica przeszło gruntowny remont, jest tam po prostu pięknie! Obsługa życzliwa, uśmiechnięta, jedzenie boskie. Ja w końcu nie wyszłam głodna, dla osób nie jedzących mięsa, jest spory wybór. 



I surówki bez cebuli:))




Taras widokowy z widokiem zachodu słońca nad Sokolicą. To miejsce stało się naszą obiadową bazą i to tutaj spędzaliśmy wszystkie późne popołudnia, smakując desery, popijając herbatę i gapiąc się w góry. 


Następnego dnia zaplanowaliśmy atak na Dzwonkówkę i zajechanie rowerem do Schroniska na  Przechybie w Paśmie Radziejowej w Beskidzie Sądeckim. 


Podjazd okazał się tak morderczy, że osiągając Dzwonkówkę, zdecydowaliśmy się na szybszy powrót, ale zahaczając o Bacówkę pod Bereśnikiem. Kolejne klimatyczne, z cudownym jedzeniem i najtańszą herbatą w ogromnym kubasie, miejsce. 


Widok też powalający.






Ten wypad tak nas wymęczył, że zrezygnowaliśmy z próby podejścia na Trzy Korony, nawet na spacer Wąwozem Homole nie starczyło sił. Po zjechaniu z gór, przebraliśmy się i poszliśmy po prostu na spacer, który skończył się w Orlicy:)))


W niedzielę powrót do domu. Wyruszyliśmy najwcześniej jak się dało po drodze robiąc przerwę na obiad w Janowcu, z którym jestem związana sentymentalnie. Zawsze wracając z południa zajeżdżamy do Janowca. Bo my już tacy dziwni jesteśmy, że wolimy Janowiec od Kazimierza. Tym razem poszliśmy do innej knajpki na obiad. Totalne pozytywne zaskoczenie. Pyszne jedzenie, spory wybór dań wegetariańskich i do tego pysznie, czysto, sprawna obsługa mimo wielkiego obłożenia. Wspaniała i miła atmosfera, którą tworzą dziewczyny, polecam bardzo! 


Zrobiliśmy też obowiązkowy spacer po znajomych miejscach.


 Robótka oczywiście była ze mną:))


W drodze do dworku, poszliśmy ścieżką do punktu widokowego, byliśmy tam pierwszy raz, polecam odwiedzić to miejsce. Tajemnicza ścieżka wiedzie nas do platformy widokowej skąd widać Kazimierz oraz leniwie płynącą Wisłę w dole.





Wracamy jeszcze rzucić okiem na dworek. Tyle razy już tu byliśmy, a nigdy jeszcze nie wchodziliśmy do środka, mam nadzieję, że kiedyś uda się tam zajść:))






Prawda, że wyjątkowe miejsce:))Zwróćcie uwagę na uroczy plan drugi:)




I tak wyglądał nasz lekko dłuższy weekend, było pięknie, bardzo intensywnie i cztery dni nam wystarczyły w zupełności. I choć kocham góry, to po raz kolejny stwierdzam, że Suwalszczyzna to moje miejsce na Ziemi, nie potrafiłabym żyć nigdzie indziej. I mimo tego, iż nie staram się niczego planować, bo tego nauczyło mnie życie, to po cichu myślę o kolejnym nieplanowanym wypadzie w miejsce, w którym nigdy nie byłam, a którym marzę odkąd pamiętam. Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was tą przydługą relacją, dziękuję ze to, że jesteście ze mną:)))


Pozdrawiam Was bardzo serdecznie

Wiola.

41 komentarzy

  1. Piekna wyprawa, z przyjemnoscia poogladalam piekne zdjecia , pozdrawiam i zycze jak najwiecej takich wypadow:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamilla, dziękuję:)) Życzyła bym sobie tego samego:)))

      Usuń
  2. Podziwiam Wszystkich, którzy jeżdżą po górach rowerami. Nie wiem, jak można zrobić tyle na raz podjazdów. Nigdy nie ustalam tras, by zahaczyć o schronisko. Po ostatnim razie na Śnieżniku miałam dość o obsługi i ludzi. Piwo mogę wypić po zejściu na dół czy to w restauracji, czy na stancji. Za to strasznie Wam zazdroszczę tak fajnego wypadu. Ciekawe, czy nasz wypali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śnieżnik niestety słynie z odstraszającej atmosfery, ale może jeszcze dasz szansę kiedyś innym schroniskom i zmienisz zdanie:))) Życzę Wam, aby wyjazd doszedł do skutku, wrzesień jest przepiękny i stworzony do wyjazdów, pogoda wciąż słoneczna, ale mniej tłoczno:))) Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Co za fantastyczna wycieczka!Janowiec znam ale miejsc w górach zupełnie nie,z przyjemnością obejrzałam i poczytałam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo:))) Mam nadzieję, że podoba Ci się Janowiec tak samo jak nam:))

      Usuń
  4. Mmmm... To ja wracam na początek Twojej wyprawy i popatrzę sobie jeszcze raz;)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo:)) Pozdrawiamy:)))

      Usuń
  5. Łojejuśku.... Jak ja Ci zazdroszczę męża, który jest w stanie jechać na drugi koniec Polski, żeby się złachać, ubłocić i w dodatku nie marudzi, że pod górkę. Pieniny to chyba moje ulubione góry i schroniska też lubię, tylko że moje marudery rzadko dolezą tak daleko... a samotnie to już nie taka radość.
    Ja na Sokolicę przez Krościenko się wdrapywałam.
    Fajnie chociaż popatrzeć na zdjęcia ech :) GóryLOVE

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba było nas posłuchać jak "wjeżdżaliśmy" na Dzwonkówkę:))) Różne epitety leciały:))) Kamila, w przyszłym roku możesz się dołączyć do nas, ja już mam parę dziewczyn chętnych na wspólny wypad, także można by połączyć łażenie po górach z dzierganiem, rowerów nie bierzemy:))) Co Ty na to? Byłaby świetna impreza:)))

      Usuń
    2. Jejku no się pytasz? No pewnie że bym chciała :)))

      Usuń
  6. Przepiękne zdjęcia! Bardzo przyjemnie się czytało i oglądało. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeurocze wycieczki super owe foty :)
    Az mnie ciągnie w Pieniny :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kris, jesień w górach, każdych to jest coś na się czeka cały rok, w Pieninach już żółcą się pierwsze liście, a Ty chyba masz troszkę bliżej niż ja:)) Pozdrawiam:)))

      Usuń
  8. Ty to wiesz jak rozbudzić serca ludzkie :) Ach, być tam teraz... Się rozmarzyłam :) Informacja o bezmięsnych daniach wielce zachęcająca! Mniam, ale by się pojadło! Ślinka mi cieknie. Idę robić kolację, bo się głodna zrobiłam. Czy na Twojej nodze przysiadł motyl?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W następnym roku jedziemy razem:))) Na mojej nodze przysiadł ślad od łańcucha:)))) Lubię ten tatuaż bardzo, bardzo i nie boli jak się go robi:)))

      Usuń
    2. Widzisz jak ja Ci wierzę na słowo! Napisałaś, że tatuaż się często pojawia, a ja pomyślałam sobie, że znasz kogoś kto robi tatu henną i się skrzydła motyla dopatrzyłam :)

      Usuń
  9. Ojej, jak cudnie! Oglądając odpoczywam razem z wami. Taki spokój tchnie z waszych zdjęć. Pięknie:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy bardzo:))) Mimo ogromnej aktywności również wypoczęłam, taką formę wypoczynku lubię najbardziej:)))

      Usuń
  10. Wiola jestem pełna podziwu dla Waszej kondycji. Rowerem po górach. Szacun. Jesteście niesamowici. Te podjazdy są mordercze, w życiu nie dałabym rady, choć zjechałam rowerem trochę kilometrów, parę województw. Raz nawet pojechaliśmy rowerem 500 km na urlop:)
    A do tego żeby się tak zmordować pokonaliście tyle drogi samochodem. No istne z Was szatany :) Za to widoki wynagrodziły Wasz trud. Też kocham góry i zahaczać o schroniska:) Dzięki za porządną dawkę pięknych widoków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jola, wciąż mam w pamięci Twoją wyprawę rowerową, czekam na kolejne:))) Co do odległości to niestety jest ona ogromna, mieszkam w takim miejscu, że tylko na Litwę mam blisko, a reszta to co najmniej kilka godzin jazdy, góry niestety minimum 10 godzin, i dlatego nie jesteśmy w nich tak często jakbyśmy chcieli, a każdy pobyt to wręcz święto, ale jak wspomniałam w poście, nie chciałabym mieszkać w innym miejscu, nawet w górach, może tak do nich tęsknię ze względu na odległość? Pozdrowienia:)))

      Usuń
  11. ja 20 lat nie jeździłam na rowerze - z początkiem roku wpadłam na spontaniczny pomysł zakupu i zastanawiam się dlaczego nie wpadłam na to wcześniej...niezmiennie od tamtego czasu podziwiam Twoje-Wasze eskapady i rozpalam się chęcią takiego wyjazdu....choć nad kondycją muszę trochę popracować...a kaszuby ze swoim pofałdowaniem terenu sprzyjają....
    do tego dwoma rękami podpisuję się na pod tym "nieoryginalnym" stwierdzeniem: Polska jest piękna!!!
    Dzięki za jej namiastkę:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaszuby to przecież bliska kuzynka Suwalszczyzny, wciąż jeszcze przed nami, na pewno i na bank się tam wybierzemy, żeby porównać:))) Rower przydaje się w wielu momentach, nie tylko na wyprawy, mam kilka i każdy jest często wykorzystywany, a to na zakupy, a to do jazdy po mieście, do przedszkola też jadę z córką rowerem, szybciej, przyjemniej, można sporo załadować. Na takich wyjazdach też można zwiedzać wszystko z perspektywy roweru, człowiek się tak nie umęczy jakby miał chodzić piechotą, można zajechać w najdalsze zakamarki, tak zwiedziliśmy Szczawnicę, no same plusy:)) Na szczyt po skałach się nie da i tutaj tylko z buta, ale i łażenie po górach uwielbiam:))) Kondycja zawsze będzie za mała, ja myślałam, że umrę w tych Pieninach, bo przyznam się, że jeżdżę dla przyjemności, nie dla wyników, chociaż u siebie pod każdą górkę podjeżdżam to tutaj niestety w większości podchodziłam, ale któż by się tym przejmował:))) Pozdrawiam Cię Aniu:)))

      Usuń
  12. Oj, nie dziwię się, że wypoczęliście :) Piękne widoki i dużo ruchu - czegóż chcieć więcej?
    (ja też z frakcji lubiących schroniska)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym kiedyś odwiedzić wszystkie schroniska w Polsce, ale czy jest to możliwe? No przynajmniej spróbuję:))) Uwielbiam po prostu włóczyć się po górach, szlakach, obojętnie pieszo, rowerem, najlepszy wypoczynek to ten w ruchu:))) Ściskam serdecznie:))

      Usuń
  13. Poczułam, że oddech się wyraxnie pogłębił, taka sugestia i przesycenie pięknem Polski, takie odprężenie mimo zmęczenia, takie urokliwe fragmenty. Dziękuję, że mogłam sobie pooddychać, pobyć w takich pięknych miejscach. Podziwiam Was, kondycję - ale przede wszystkim wrażliwość i otwarte oczy. Dziękuję, dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Byłam w ubiegłym roku w Maćkowej Chacie w Janowcu. Szukałyśmy miejsca co zjedzenia czegoś i byłyśmy zauroczone miejscem, obsługą, jedzeniem. Jadłam kluski janowickie z sosem grzybowym. PYCHA! Janowiec nam się podobał, był senny i cichy jak przedpołudnie w niedzielę, a to był wtorek. W dworku w środku też nie byłam. Co do reszty - podpisuję się pod postami wyżej. I pozdrawiam.... z Suwałk ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ach...byłam tam w tym roku:))

    OdpowiedzUsuń
  16. Powtórzę się - uwielbiam Twoje zdjęcia!
    Piękne góry, świetny wypad! Podzielam ten "styl" - choć na krótko, i daleko, to i tak trasą "wycieczkową" ;)
    Za rowerowanie po górskich szlakach podziwiam - choć rower uwielbiam i codziennie "ujeżdżam", to po górach jednak wolę z buta ;)
    Pozdrawiam i życzę spełnienia marzenia!

    OdpowiedzUsuń
  17. Piękna wyprawa:) Cudne zdjęcia :) Wielu takich wspaniałych rocznic:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. Wioli niesamowici jesteście! Ja przeprowadziłam się z lubelszczyzny do Nowego Sącza i szczerze uwielbiam te okolice! Bacówek nie znam, bo po górach nie chodzimy, ale uwielbiam nasze góry. Pracuję sporo jeżdżąc, odwiedzam nie tylko Podhale, ale też właśnie Krościenko i Szczawnicę i przyznam się, że czasem lubię sobie zaparkować na poboczu i po prostu 5 minut powgapiać się w góry :) Ten majestat... Ech... Ale wracając do tematu - jesteście giganty!!!

    OdpowiedzUsuń
  19. Pieknie. Super ze sie podzielilas relacja. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Wiola, że rany to my się minęłyśmy w Szczawnicy. Też taki wypad z przyjaciółmi w niedzielę. Tylko,że dla nas to były niecałe trzy godziny jazdy. Nie miałam świadomości,że się mijamy. Obie z przyjaciółką machałyśmy drutami na tylnym siedzeniu, a Ty w przeciwną stronę....Może kiedyś spotkamy się na szlaku. Wspaniałe zdjęcia i bajeczne widoki. Polska jest piękna, zawsze to powtarzam i fajnie,że Ty też.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  21. Twój post sprawił, że się rozpłynęłam patrząc w laptopa.... :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Świetna wyprawa, i we dwoje można naprawdę zwiedzić i zobaczyć wiele, bo z dzieciaczkami to już zupełnie inaczej wygląda taka wyprawa ;) W tym roku też odwiedziliśmy Szczawnicę, ale z 5 i 3-latkiem wiele po górach nie pochodziliśmy ;) Góry uwielbiam i cieszę się, że mam blisko :) I co roku staramy się tam jechać :) I jednak Zakopane darzymy z mężem wielkim sentymentem :) Bynajmniej nie Krupówki czy Gubałówkę ;) Zakopane to wiele innych tras wcale nie zatłoczonych i z pięknymi widokami :) A schroniska na trasie to absolutnie trzeba odwiedzić :) Wypić ciepłą herbatę.. zjeść pyszny żurek...klimat jest tam niepowtarzalny... :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  23. Podziwiam, na rowerach.....piękne widoczki

    OdpowiedzUsuń
  24. Wiolu - cudowna fotorelacja i cudowny wypad! To moje ukochane od lat miejsce... Schodziłam tam z mężem te wszystkie szlaki, kocham chodzić po górach, chociaż z kondycją jestem zupełnie na bakier. Ale o to przecież chodzi - o przełamanie oporu, o pokonanie samego siebie. Podziwiam Cię ogromnie, że dałaś radę tak wjechać!!! To nie są łatwe trasy. Pięknie wyglądasz na zdjęciach. Ach, jak szkoda, że mnie tam akurat nie było - rzuciłabym się na Ciebie z uściskami na pewno :)
    Ściskam mocno wirtualnie!
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  25. ogladanie Twoich zdjec to czysta przyjemnosc- piekny wypad macie za soba- idelany prezent urodzinowo- rocznicowy( gratulacje!!)
    Tatuaz niezwykle oryginalny ;)
    Zjazdy z gor ( czy tez wzgorkow) od niedawna bardzo zle mi sie kojarzy, na pewno juz bym sie nie odwazyla, ale wedrowki po gorach bardzo lubie!

    OdpowiedzUsuń
  26. Oj bardzo intensywnie!
    Na Sokolnicy nie byłam zabrakło mi tygodniowego czasu, priorytetem były Trzy Korony od strony Czerwonego Klasztoru też widzałam. Nie żałuję bo doznania obłędne. Jednak sosna mnie ciągnie, na pewno wrócimy, bo Szczawnica piękna.
    Widzę, że lubisz kazimierskie strony. W Janowcu byłam ponad 13 lat temu, ale do Nałęczowa i Kazimierza wracam wręcz magnetycznie, co widać na moim blogu zdjęciowym (kliknij zdjęcie z łąbądkami).

    OdpowiedzUsuń
  27. Hmm... Przeczytałem i poczułem, jakbym tam znowu był... I w Szczawnicy, i na Sokolicy, i na Bereśniku, i nawet w nieodległym Janowcu... Ja lubię odwiedzić też Kazimierz (choć wolę ten listopadowy, czy grudniowy), ale obowiązkowo promem przez Janowiec!

    OdpowiedzUsuń